Gra pozorów

Thriller autorstwa Josepha Findera.

Ostatnimi laty, podgatunków starego, poczciwego thrillera namnożyło się okrutnie. Na hasło thriller, wiadomo, że będzie akcja intryga sensacyjna-pościg-spisek-supermen-ratunek-uff ocalenie np.świata. Natomiast teraz wybierając książkę spod znaku thrillera, na półce księgarskiej zahaczymy o thriller szpiegowski, wojenny, eco thriller, medyczny czy technothriller. Jest tego od metra, ale żeby nie było, to do listy dołączył thriller korporacyjny.

Na imprezę integracyjną koncernu lotniczego, dodajmy bardzo elitarną czterodniową wyjazdówkę, zostaje zaproszony młody pracownik Jake Landry. Tak więc elita elit Hammond Aeroscape, odrzutowcem własnej produkcji, przetransportuje się z Los Angeles USA, do Kolumbii Brytyjskiej Kanada, by w absolutnej głuszy, bez telefonów, laptopów i innych wynalazków ludzkości, spędzić 4 dni, oddając się grom i zabawom, oraz ostremu pijaństwu w luksusowym ośrodku wędkarskim. Jeszcze impreza nie zdąży się rozkręcić, animator dobrze nie nakreśli planu owych hulanek i swawoli, cokolwiek to znaczy w gronie 12 facetów w wieku od czterdziestu paru lat do sześćdziesięciu, plus tylko dwie kobiety, kiedy nieoczekiwanie do hotelu wkracza grupa uzbrojonych mężczyzn, anektując imprezę, a szacowne grono biorąc na zakładników. Oczywiście, z łatwością można przewidzieć, że to młody Landry weźmie na swoje barki kwestię uwolnienia siebie i reszty koleżeństwa. A zadanie będzie miał wyjątkowo trudne, gdyż w szeregach elity elit koncernu jest kret, poza tym nieuchronnie zbliża się zmiana warty na szczytach władzy, więc wszyscy ze wszystkimi walczą, no i najważniejsza sprawa, jak wyeliminować porywaczy i przeżyć.

Nie, żebym piała z zachwytu, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że bardzo sprawnie opowiedział p. Finder tę historię. Nieźle oddał klimat panujący wśród establishmentu w potężnych firmach. Walka o pieniądze, władzę, malwarsacje, łapówki i co tam jeszcze, by prywatne konta puchły ku zadowoleniu ich właścicieli. A z drugiej strony samotny młody człowiek, usiłujący coś z tym zrobić, ratujący tłuste tyłki tych, którzy nie są tego warci. Dodatkowym bonusem jest cudny humor głównego bohatera, świetne przemyślenia i dygresje Landry’ego wywołują uśmiech i sprawiają, że lubimy i kibicujemy facetowi. Lubimy gościa, bo czytając historię, która wydarzyła się Rivers Inlet, jednocześnie poznajemy historię Landry’ego, pasmo porażek i sukcesów towarzyszących mu od dzieciństwa, to, kim się stał, chwilami jest bardziej fascynujące niż ta, która rozgrywa sie tu i teraz.

W rozdziale dziękczynnym Finder mówi, że przecież nie jest wykluczone, by sytuacja jaką stworzył (zakładnicy), w przyszłości nie mogła się zdarzyć. Pojedyncze przypadki już były, jak np. los Thomasa Hargrove’a porwanego przez partyzantów kolumbijskich, my tę historię znamy z filmu  Dowód życia.

Żałuję, że autor nie przywiązuje się do jednego bohatera. Każda nowa powieść to inni aktorzy, a może to i lepiej. W każdym razie Joseph Finder to pisarz, którego powieści będę czytała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s