Tai Chi, Siódmy Cud Świata i Wielkie Żarcie

To, co zobaczyłam w Parku Ritan, przeszło moje najśmielsze oczekiwanie. Wiedziałam, że wszelkie ćwiczenia na świeżym powietrzu, wczesnym rankiem, to stały element na dzień dobry Chińczyków, ale czytać o tym a widzieć na własne oczy, to jest coś. Synchroniczne układy walk kung fu (odmiana spokojna) w ćwiczeniach przypadkowych ludzi, przywodzi na myśl balet, balet w wykonaniu ludzi starszych i młodszych, cudo, układy z mieczami, naśladowanie ruchów zwierząt, na każdego z ćwiczących można gapić się w nieskończoność, co też robiłam, nie mając odwagi fotografować tych ludzi, by nie rozpraszać ich. Zdjęcia, zrobione na zasadzie żeby coś było, nie oddają tego, czego byłam świadkiem, ale i tak je wkleję 🙂

 

w innej alejce Parku, ktoś przyniósł zestaw grający i już klika par tańczy

 

 

 

 

darmowa siłownia

 

I kiedy już ponapawałam się widokiem ćwiczących ludzi, zrelaksowana i pełna energii udałam się na jeden z siedmiu cudów świata, Wielki Mur Chiński. Najpierw myślałam, że se windą wjadę na tę budowlę, ale okazało się, że akurat w tym miejscu windy nie ma i trzeba nóżkami iść. Nie lubię gór, schodów i żadnych takich wzniesień, bo chodzenie pod górę bardzo męczy i można się spocić, no cóż, wzięto mnie z zaskoczenia, więc nie miałam wyjścia. I znowu kompletne zaskoczenie, bo według moich wyobrażeń, ten Mur miał wyglądać zupełnie inaczej, niż Mur, który ukazał się moim oczom. On miał wyglądać tak, że kiedy już wdrapię się schodami do pierwszej wieży, to spokojnie będę mogła po nim spacerować. Jakoś umknęło mojej uwadze, że budowla ta ciągnie się szczytami górskimi, więc logiczne jest, że idziemy cały czas do góry do góry, a czasami w dół i umówmy się, że w żadnej fazie budowy, nie miał być deptakiem. Tak więc dzielnie szłam do góry do góry, i kiedy zziajana doszłam do 4 wieży, oparłam się o kawałek historii, popodziwiałam cudne widoki, pomyślałam, że oto stoję na cudzie świata i zdecydowałam : schodzę, ostatecznie mur liczy sobie około 2400 km, więc bez przesady. W każdym razie dostałam certyfikat, że będąc na Murze byłam w Chinach, bo Mao Zedong, raczył był powiedzieć kiedyś, że być w Chinach i nie być na Murze, to się nie liczy. U mnie się liczy.

 

 

i zaraz obok muru, druga budowla

 

 

Kiedy usłyszałam, że w planie jest nocny targ żywności (nocny w sensie, że mniej więcej od godziny 18 do 22 działa), na którym można spróbować wszystkiego, co chodzi, pełza, skacze i fruwa po tym łez padole, pomyślałam, że na węża to się skuszę, bo podobno smaczny jest. Ale ja niemądra byłam i co ja sobie w ogóle znowu wyobrażałam 🙂

 

 

 

 

i kandyzowane owoce, smaczne

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s