Straceni

Thriller/horror autorstwa Jacka Ketchuma.

Szalone lata 60, sex, drugs & rock’n’roll, Woodstock, dzieci kwiaty i Charles Manson. Jako bonus, można dorzucić wojnę w Wietnamie i obraz małego miasteczka gdzieś w USA, np. miasteczka Sparta w New Jersey epizodycznie w roku 1965 i cztery lata później. Bo przecież nie samą zbrodnią karmi się ta powieść, choć między Presleyem a Stonsami parę trupów się znajdzie. Niezwykle interesujące tło tamtej epoki, relacje międzyludzkie, zwykłe życie zwykłych ludzi, tylko czas w jakim przyszło im żyć, wbrew pozorom mroczny.

Typowa amerykańska prowincja z miasteczkiem jeszcze bardziej typowym niż ona sama, mieszkańcy nie odbiegający specjalnie od normy, zwyczajne bary, knajpy, szkoły i cała infrastruktura potrzebna do jej funkcjonowania. Ale nie każde miasteczko ma wątpliwą przyjemność pochwalenia się wyjątkowo brutalnym mordem dwóch dziewczyn, a Sparta tak. I nie każde miasteczko ma w spisie mieszkańców takiego Rajmunda Pay’a, a Sparta ma.

Na poczatku Ray Pay morduje dwie dziewczyny (jest rok 1965), jedna ginie  od razu, druga nie wychodzi ze śpiączki i cztery lata po tragicznych wydarzeniach umiera. Czytelnik wie kto jest mordercą a kto świadkiem, natomiast policja tylko się domyśla i z braku dowodów śledztwo umarza. Ray Pay, Jennifer Fitch i Tim Bess, to oni są gospodarzami, witającymi gości w  perfekcyjny sposób wprowadzanych przez autora do powieści. My wiemy kim jest trójka tych asów, reszta przekona się niebawem i nie będzie to przyjemne dla nikogo (rok 1969).

Jack Ketchum to perfekcjonista, nie oszczędza czytelnika i z niebywałą brutalnością ukazuje studium szaleństwa, zła i niewiarygodnych zbrodni, do jakich zdolny jest człowiek. Każdy rozdział tej opowieści przybliża do tragicznego finału. Napięcie w nieprawdopodobny sposób dawkowane, sprowadza czytelnika do stanu, w którym myśl – niech się wreszcie to stanie i niech on już przstanie -, zaczyna pojawiać  się nader często. I Ray Pay, mistrz ceremonii zaczyna przedstawienie.

Trudno doszukać się optymistycznych akcentów tej historii, bo zgodnie z tytułem powieści wszyscy są straceni, dosłownie i w przenośni. A jednak jest wątek i to wcale nie poboczny, który równolegle z innymi, bardzo przeżywałam. Kotka, zwyczajna kicia, która w Straconych, miała swoje miejsce i czas. Bardzo tej kotce kibicowałam i myślałam sobie, że skoro Ketchum nie bierze jeńców, to niech chociaż da szansę kotce. Dał.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s