Kukułka

Powieść obyczajowa Antoniny Kozłowskiej.

Lektura Czerwonego roweru sprawiła mi niekłamaną przyjemność i powrót pamięcią do szalonych lat młodości. Ostatnio na spotkaniu dziewczyn z klasy (robimy sobie takie co kilka miesięcy ), moja przyjaciólka, oddając mi Czerwony rower, skomentowała „byłaś samym złem, obie byłyśmy czystym złem”, tak było. A teraz kolejna powieść p.Antoniny, Kukułka, o której już z zajawek wiedziałam, że to nie o młodości durnej i chmurnej będzie, a o problemie, dotykającym sporą grupę par, starających się bez powodzenia, o własne potomstwo.

Kraj Polska, posiada rzekę Wisłę i to jest bardzo ważny ciek wodny. Otóż rzeka Wisła, oprócz tego, że płynie sobie z góry na dół, to na dodatek jest frontierą między Polską A zachód i B wschód, A bogate – Wisła – B biedne. Takich rzek granic jest całe mnóstwo w każdym mieście. A historia Kukułki, wydarzyła się wtedy, gdy przedstawicielka świata A Marta i świata B Iwona, spotkały się w gabinecie kojarzącym dawców i biorców, surogatki i przyszłe mamy. Przed spotkaniem, jakże brzemiennym w skutkach, poznamy historię tych dwóch kobiet, a wtedy lepiej można będzie zrozumieć decyzje, jakie obie podjęły w pewnym momencie swego życia.

Marta jest wykształconą młodą kobietą, szczęśliwą mężatką, świetnie sytuowaną materialnie, a do szczęścia brakuje tylko dziecka. Wydawać by się mogło, że hasło zróbmy sobie dzidziusia, to bardzo przyjemne hasło, z cudownym efektem finalnym. Mogło by się tak wydawać, ale nie w przypadku Marty, bo kilkakrotne poronienia i ostateczna diagnoza, grzebią pragnienia bohaterki.

Iwona jest szczęśliwą matką dwójki dzieci, nieszczęśliwą rozwódką z kłopotami finansowymi, wykonującą nędzną pracą, z marzeniem o lepszym, godniejszym życiu dla dzieci i siebie. Gdyby Iwona wytężyła wzrok, to ze swojego okna mieszkania w bloku z wielkiej płyty, dojrzałaby bogate osiedle Marty, ogrodzone i chronione przed ludźmi ze strefy B, nie komponującymi się z ludźmi srefy A.

Nie jest łatwo podjąć decyzję o byciu surogatką i nie jest łatwo podjąć decyzję, o wynajęciu brzucha zastępczej matki, dla swego przyszłego dziecka. Determinacja obu kobiet splata ich ścieżki życiowe, role zostają rozdane i zaczyna się kolejna runda gry w życie.

Sporym emocjom zostałam poddana w trakcie lektury. To denerwowałam się na Martę, że histeryzuje i doprowadza do szaleństwa siebie i męża. To nie potrafiłam wykrzesać z siebie krzty zrozumienia dla Iwony za bycie płatnym inkubatorem. A po chwili, obie je rozgrzeszałam i trzymałam kciuki, by wytrzymały i dały sobie szansę. Bardzo trudno jest być sędzią w tak delikatnej sprawie. Nie umiałabym doradzić nikomu, jak ma postąpić, i nie mam też prawa nikogo potępiać, tylko że życie z reguły pisze własny scenariusz, o czym bohaterki Kukułki, boleśnie się przekonują. W tle natomiast, przemyka facet, sprowadzony do roli dawcy spermy, robota, usiłującego sprostać zadaniu.

Po skończeniu lektury, pomyślałam sobie, że fabularnie wszystko zgrabnie zostało zebrane, ale historia surogatek i par wynajmujących je, to jest coś. Wiedziałam, słyszałam i tyle. Dopiero po Kukułce, uświadomiłam sobie skalę problemu, dotarło do mnie, jakim dramatem dla ludzi może być brak dziecka, i jakie emocje towarzyszą kobietom, decydującym się na bycie inkubatorem. To naprawdę nie są żarty i dobrze się stało, że problem został dostrzeżony i zaczyna być o nim coraz głosniej.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s