Strażnik Parku

Powieść sensacyjna Błażeja Dzikowskiego.

Na początku był Robin Hood z Locksley, który miał wroga, szeryfa z Nottingham. Kolejny to Diego de la Vega pseudonim Zorro z Kalifornii. A później, to jak grzyby po deszczu pojawili się Spiderman, Batman, Superman czy Ironman, niekoniecznie w tej kolejności, ale za to wszyscy, a jakże, z USA. Wymienieni panowie mieli jedną wspólną cechę, otóż byli szlachetnymi obrońcami biednych sponiewieranych ludzi, wróg był jeden lub nie jeden i tylko broń, oraz środki transportu na przestrzeni lat zmieniały się. Anglik Hood zaczynał od łuku galopując na koniu, Amerykanin Zorro władał szpadą dosiadając karego wierzchowca, no a już reszta Manów to z zanadrza wyciągała broń prawie kosmiczną i przemieszczała się pajęczymi nićmi, lub innymi dziwnymi ubiorkami.

Rok 2009 zastaje Polskę, konkretnie Warszawę, bez szczególnego bohatera, nieszczególnego również brakuje i oto pojawia się Gabriel Róziewicz, 18-latek, który za chwilę, niczego nie podejrzewając, stanie sie Polmanem, lub jak on sam woli, Strażnikiem Parku. Nim jednak dojdzie do tego wiekopomnego wydarzenia, Gabriel przejdzie długą drogę, której początek zaczyna się w szkole podstawowej, a kończy na klasie maturalnej liceum.

Gabriel to worek treningowy, oraz wdzięczny obiekt do lżenia, wyśmiewania i pogardzania przez szkolnych twardzieli i ich satelity. Odtrącony przez społeczność klasową, mikry okularnik Gabriel, przemyka szkolnymi opłotkami, starając się być niewidzialnym dla dręczycieli płci obojga. Sytuacja zmienia się, gdy przyszły Strażnik zaprzyjaźnia się z nową koleżanką klasową. Okazuje się, że świat może być piękny, że miłość i inicjacja seksualna, to nie mit a całkiem przyjemne doznania, że on, Gabriel, ma dużo do zaoferowania Soni i, że dobrze im razem. Nim tak obiecująca przyjaźń, przerodzi się w miłość, brutalny atak i bestialskie pobicie pary, skutecznie niszczy to, co dopiero się zaczęło. Gabriel znów zostaje sam, ale rośnie w nim pragnienie odwetu, a po znalezieniu naładowanego pistoletu postanawia oczyścić miasto ze zła.

Ogolona głowa, pistolet Glock 17, kontakty w oczach zamiast okularów na nosie, bluza z kapturem, maska nieokreślonego zwierzęcia na twarzy i biały, podrasowany rower, oto wizerunek Strażnika Parku, czy Polmana, jak chce prasa. W dzień niepozorny Gabriel Róziewicz, nocą siejący postrach pośród karków, żuli i bandytów, mściciel na rowerze.

Wymierza kary, czyści miasto z ludzkiego śmiecia, ale też chce poznać wielką tajemnicę zła, jego genezę i źródło powstawania. Przemierza nocną Warszawę w poszukiwaniu zła, sam niebezpiecznie zbliżając się, chwilami przekraczając tę cienką granicę. Oprócz nocnego życia, Gabriel ma też życie dzienne. Bezcennym doświadczeniem czytelniczym, jest poznać rodzinę Roziewiczów, cudną babcię Walę Dawne Czasy, ojca nieudacznika, mamę kurę domową i siostrzyczkę Olę. Czarny humor, świetne rodzinne dialogi, wyzwalają autentyczny śmiech u czytelnika, przeciętna rodzina tak bardzo niepasująca i pogubiona w dzisiejszych brutalnych czasach.

Całe szczęście, że p.Dzikowski powołał do życia Strażnika Parku, bo nie dość, że świetnie opisał tę historię w książce,  to spowodował, że kraj nasz Polska, nie jest już białą plamą w temacie hirołów. W każdym razie ja się cieszę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s