Skrawek mego serca

Powieść kryminalna Petera Robinsona.

Rok 1969 i 70 to apogeum światowego buntu młodych ludzi, zwany inaczej ruchem hippisowskim, a zbuntowani to dzieci kwiaty. W dużym uproszczeniu i skrócie, dzieci kwiaty żyły w komunie, na potęgę paliły marihuanę, co do dziś jest używką taką samą jak tytoń, tyle, że z niezrozumiałych powodów zakazaną w oficjalnym obrocie handlowym, oraz głosiły pokój i miłość. Oprócz wolnej miłości, umiłowania pokoju i buncie przeciwko dorosłym, hippisi charakteryzowali się ubiorem, oraz słuchaniem muzyki rockowej. To w tamtym czasie odbył się Woodstock, powstały takie zespoły jak The Beatles, Led Zeppelin czy The Doors, a o wykonawcach takich jak Janis Joplin i Jimi Hendrix słucha i mówi się do dziś. Rok 1969 jest też rokiem Charlesa Mansona i jego Rodziny, oraz zbrodni, jakich się dopuścili.

I w takim to przedziale czasowym, pisarz Robinson umieścił swoich bohaterów, tak by niektórzy zostali zamordowani, inni by szukali tego, który zamordował, a jeszcze innym dostała się rola hippisów kręcących się przy zespołach rockowych. Trup młodej dziewczyny zostaje odkryty po zakończeniu pewnego koncertu, kiedy ekipy wolontariuszy ruszyły sprzątać bałagan, pozostawiony przez uczestników tej imprezy. Poprowadzenie śledztwa przypada inspektorowi Chadwickowi, nienawidzącego młodzieży ruchu hippisowskiego, oraz mającego w niebezpiecznym wieku córkę. Chadwick, jeden z najlepszych śledczych prowadzi intensywne śledztwo, które doprowadzi go do zespołu Mad Hatters, będącego uczestnikiem feralnego koncertu. Ale, by nie było tak łatwo, mniej więcej w tych samych miesiącach, tyle, że 36 lat później, inspektor Alan Banks i Annie Cabbot poprowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza muzycznego, który bardzo interesował się zespołem Mad Hatters. I nie trzeba być inspektorem policji, by zorientować się, że coś jest na rzeczy z tym zespołem, wtedy i teraz.

Bardzo dobra powieść, bo choć można wiele wydedukować w trakcie lektury, to przecież nie o to chodzi. A chodzi o to, że Robinson, w znakomitym stylu oddał ducha epoki szalonych lat 60-70, w których słowa sex, drugs and rock’n’roll są sztandarowym hasłem i odzewem tamtego czasu. Oddając się lekturze, stoimy w rozkroku, jedną nogą w roku 69 a drugą w 2005 i jak w rozgrywkach symultanicznych, śledzimy prowadzone dochodzenie przez dwa zespoły policyjne, co jest ciekawym doświadczeniem czytelniczym i nie powiem, spodobało mi się. A poza tym bohaterowie, których przyjdzie nam poznać, świetnie przedstawieni i fajnie prezentujący się na tle, każdy swojej epoki. I przecież nie tylko dane będzie poznać ich „zewnętrze”, ale też „wnętrze”, rys psychologiczny postaci jak najbardziej udał się autorowi, że nie wspomnę o interesującej intrydze kryminalnej i żmudnym dochodzeniu prawdy „kto”.

Peter Robinson napisał 22 powieści kryminalne, u nas wydano 4 i to te niemalże z końca, czy w ogóle można taką politykę wydawniczą jakoś skomentować ?. I na koniec wracając do Skrawka mego serca, trzeba oddać sprawiedliwość redakcji, wydaje się być bardzo solidna a i tłumaczenie normalne, nie powodujące wysypki.

I pytanie bez odpowiedzi, ciekawe, czy kolejne Banksy pojawią się na naszym rynku.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s