Dimiter

Thriller Williama Petera Blatty’ego.

Ktoś, kto napisał Egzorcystę, a po kilkadziesięciu latach Dimitera dodając, że to najważniejsza książka w jego życiu, to rzeczywiście lektura tego duchowego thrillera, jak sam określił dzieło, była kwestią czasu.

Zaczyna się bardzo ciekawie, bo nie często mamy okazję poczytać o Albanii, Tiranie roku 1973 i ogólnie nie wiemy, co tam panie słychać w policyjnym państwie tamtego i każdego innego roku. Najpierw wylądujemy w kazamatach więzienia tirańskiej służby bezpieczeństwa, by poczytać o wyrafinowanych metodach tortur, zastosowanych wobec jednego z więźniów. Więzień ten charakteryzuje sie tym, że posiada nadludzką odporność na ból i w momencie najbardziej bolesnych tortur, jak się wydaje, spokojnie zasypia. Panowie oprawcy torturując, męczą się fizycznie i dziwią, a najbardziej prowadzący to krwawe przedstawienie oficer. Następnie więzień mając dość, morduje tych, co stoją na drodze do wolności i znika. I to koniec pobytu w Albanii i Tiranie, przenosimy się do Izraela, a konkretnie do Jerozolimy.

A w Jerozolimie, jak to w Jerozolimie, każda piędź ziemi ma swoją historię, więc zrozumiałe jest, że mistyzmu, dziwnej światłości i tego czegoś emanującego od pewnych osób nie zabraknie, a nawet będzie coraz więcej. Bo tak się składa, że wszystkie drogi w tej powieści prowadzą do Jerozolimy, a osoby biorące udział w historii opowiedzianej przez Blatty’ego, skazane są na głoszenie dobrej nowiny.

O tym, że jest to powieść szpiegowska, dowieduję się w ostatnim rozdziale powieści, kiedy karty zostają odkryte i każda z osób zdemaskowana. Oczywiście nikt tam nie okazuje się tym, kim był na poczatku, wszyscy oszukują wszystkich, ale w aurze powagi i wewnętrznej siły, emanującej z coraz większego grona osób. Policja izraelska zachowuje się jak na pielgrzymce, a współpracujący z nią amerykańscy dyplomaci mają świetny humor i nic nie chcą powiedzieć.

Morał z tej historii i przesłanie jest czytelne, trzeba tylko chcieć, by przejść metamorfozę i być dobrym, wybaczającym, nadstawiającym drugi policzek i umierającym w imię odkupienia za swoje grzechy.

Nie po drodze mi z takimi historiami, delikatnie mówiąc, więc moje rozczarowanie powieścią duże. I teraz rozumiem pojęcie thriller duchowy. Zapewne autor, dryfując w stronę mistycyzmu, czuje się spełniony. Natomiast ja niczego nie poczułam, oprócz irytacji, że to thriller duchowy, a nie taki, jak mówi definicja gatunku. Bo pomijając już denerwującą mnie, wszechobecną boskość tego pana i tamtego też, oraz kilku innych, to historia kryminalno-szpiegowska jest tak tajemnicza, że gdyby nie wyjaśnienia w końcówce książki, to w życiu bym się nie domysliła, że thriller szpiegowski czytam. Tu skrytobójcy najlepsi na świecie, tam szpiedzy wypsnięci jak gumka z majtek, a w ogólnym rozrachunku, chodzi o kasę i dziewczynę. Tam tortury jak w najlepszych czasach inkwizycji, tu zatrute figi, czy morele, lub skorpiona jad.

Subiektywnie, gromkie ojtam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s