Dom sióstr

Powieść obyczajowa Charlotte Link.

Charlotte Link jest płodną, niemiecką powieściopisarką i jak zauważyłam, lubi w swoich powieściach towarzystwo niemiecko-angielskie. Oprócz międzynarodowego hajlajfu, przeważnie, a może zawsze, historie zaczynają swój bieg w Niemczech, by rozwinąć się i zakończyć w Anglii. Nie inaczej ma się opowieść Domu sióstr.

Jednym z pomysłów na ratowanie małżeństwa, jest wyjazd zagrożonego rozpadem stadła daleko od własnej rodziny, najlepiej w okolicach świąt bożego narodzenia, przy okazji zahaczając o nowy rok. Taki sposób terapii wybrali Barbara i Ralph Ambergom, niemieckie małżeństwo, wynajmując farmę Westhill House w Yorkshire w północnej Anglii. Właścicielka domostwa, zubożała 70-letnia Laura na czas wynajmu wyjeżdża do swojej siostry, a małżeństwu Ambergom nie pozostaje nic innego, jak ratowanie tego, co pozostało z ich małżeństwa. Nim na dobre zabiorą się do dzieła, okolice nawiedza kilkudniowa burza śnieżna, odcinając wszystkich od wszystkiego, a Barbarze i Ralphowi dodatkowo od możliwości aprowizacji. Jedno z małżonków, odwlekając małżeńską terapię, wbrew dobrym obyczajom, szpera i myszkuje po domu, w pewnym momencie trafiając na rękopis Frances Gray, będący wiernym zapisem dziejów jej samej i mieszkańców Domu sióstr.

A historia Frances Gray, to nie tylko opowieść o wielkich namiętnościach i zdradach, o nienawiści i zbrodni w imię priorytetów, które dawno przestały nimi być, to także historia konsekwencji wyborów, dokonanych przez bohaterów. To również kawałek historii o walce sufrażystek o prawa wyborcze kobiet, o Europie uwikłanej w dwie wojny i o nowym porządku świata, w którym niełatwo jest się odnaleźć bohaterom powieści. W ten oto sposób, równoległe dwa wątki, dzisiejszy i ten „wczorajszy”, w przedziwny sposób splatają się ze sobą i przenikają, by na wielki finał wessać osoby dramaty i stać się jedną opowieścią.

Nie lada talent pisarski objawiła Charlotte Link w swojej powieści. Bo nieczęsto zdarza się historia tak opowiedziana, by przykuć moją uwagę od pierwszej do ostatniej strony. I nie przypominam sobie też książki, w której nie znalazłby się ktoś, kogo nie obdarzyłabym sympatią. A w Domu sióstr, zaludnionym przez sporo osób, nie znalazłam nikogo, kto byłby miły i sympatyczny, kogo chciałabym polubić, bo tych, którzy wzbudzali litość i współczucie, w tym pozytywnym rozumieniu, parę osób znalazłam. Bo umiejętnie i bez dydaktycznych zapędów, autorka dzieła opisała kawałek ważnych historycznych wydarzeń, traktując jako tło do opowiedzenia historii Frances Grey i Westhill House.

Udał się Dom sióstr Charlotte Link, bez dwóch zdań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s