Na szczyt góry

Powieść kryminalna Arne Dahla.

Na początku jest chaos, tak w jednym zdaniu można określić to, co w przeciągu kilku dni dzieje się w Sztokholmie. W knajpie Młyn, mekce kiboli, dochodzi do morderstwa, a za narzędzie zbrodni posłuży ciężki kufel piwa. Morderstwo prymitywne jak kibole goszczący w tym lokalu, ale pomijając fanatyków futbolu, interesującym wydają się  ludzie okupujący stoliki, a to najsłynniejszy gej Szwecji, a to napakowani imigranci z południa Europy, panny pijące na umór obchodząc wieczór panieński, czy samotny chłopak czytający Owidiusza. W innym miejscu, w więzieniu dla szczególnie groźnych przestępców, dochodzi do kontrolowanego tajemniczego wybuchu w celi i ginie skazaniec. I jako wisienka na bandyckim sztokholmskim torcie, jatka w opustoszałej okolicy, w której ginie kilka osób z przestępczego podziemia metropolii.

Trzy odrębne sprawy, prowadzone są przez trzy niezależne zespoły śledcze aż do momentu, gdy wątki zaczynają się przenikać, zazębiać i prowadzić do jednego bossa. Drużyna A, pamiętna ze spektakularnych akcji w Misterioso i Złej krwi (co to okazała się gwoździem do trumny tej grupy) decyzją szefów zostaje reaktywowana i najlepsi z najlepszych ruszają na łowy.

W tej powieści, autor nie bawi się z jedną zagadkę kryminalną, nie ma wizji mrocznego psychopaty, czy innego nawiedzonego mordercy. Tym razem w niewielkiej gabarytowo książce, spakuje do jednego wora faszystów, pedofilów, handlarzy narkotyków, terrorystów i rasistów. Pełna reprezentacja i przekrój sztokholmskiego podziemia w całej krasie i okazałości, tyle, że czytelnik powoli zaczyna się gubić i szachownica z who is who, rozrysowana w mateczniku Drużyny A nie na wiele się zdaje. Wątków, mylnych tropów, złych i dobrych ludzi, tudzież feromony miłości zagęszczające i tak gęstą atmosferę nie pozwalają na oddech, pełne czytelnicze skupienie i myśl, po diabła tyle historii na raz. I w tak naładowanej złem, agresją i nienawiścią atmosferze, toczy się akcja powieści, a my razem z nią, poddający się bez walki i czekający na finał.

Z ulgą skończyłam dzieło pod tytułem Na szczyt góry. Autor przeciągnął bohaterów przez piekło, czyściec do nieba, wlokąc mnie bez pardonu za sobą. Nie bawił się ze mną w kotka i myszkę, od razu pokazał kto jest zły, kto dobry a kto rokuje. Nie ma więc sensu analizowanie i rozmyślanie o kondycji szwedzkiego społeczeństwa na podstawie tej opowieści, nie ma potrzeby rozbierania na czynniki pierwsze licznej galerii postaci zaludniających strony powieści, ponieważ wrzucenie do wspólnego kotła wszystkich złych świata, potem wymieszanie i podanie na kryminalnej zastawie, średnio smakuje i występuje ryzyko nabrania na łyżkę albo samego gęstego, albo rzadkiego. Landrynkowe zakończenie bez niedomówień, źli ukarani, dobrzy nagrodzeni, rokujący będą żyć, bajka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s