Umarli tańczą

Powieść kryminalna Piotra Głuchowskiego.

Kupując w kiosku lokalny tygodnik, nie zastanawiamy się, kim są ludzie stojący za cotygodniowym wydaniem, wymieniani w stopce o mikroskopijnym druku i, wcale nie tak rzadko denerwując się na  dobór tematów poruszanych w „naszej” gazecie, słabo się orientujemy w procesie jej powstawania. Ale idźmy dalej, przecież znamy termin „dziennikarstwo śledcze”. Produkt finalny takiego śledztwa, obejrzymy sobie i usłyszymy, kiedy wybucha afera. A jak się robi, by to co głęboko ukryte ujawnić, oraz wyjść cało w trakcie zbierania materiału i day after, w brawurowy sposób, bez znieczulenia, pokaże nam Robert Pruski, naczelny „Głosu Torunia”.

Historia zaczyna się zupełnie niewinnie dla naczelnego Pruskiego. List, jaki otrzyma redakcja od zdesperowanej czytelniczki, z jednej strony budzi w dziennikarzu niechęć za nieumiejętność zwięzłego przedstawienia problemu, a z drugiej strony intryguje historia kobiety, która nie wie, gdzie pochowani są jej zamordowani w latach 80 rodzice. Dodatkową „przynętą” jest informacja, iż nie jest to odosobniony przypadek. Pruski zwlekając z zajęciem się tym tematem, niechcący uruchamia lawinę zdarzeń, a tempo wypadków następujących po sobie, nie zwalnia na moment, porywając nas swoją historią.

Można się zżymać na powieść kryminalną, w której o sprawcy makabrycznych zbrodni wiemy dużo już na początku, a wiedzy będzie przybywało w trakcie lektury i to nie od policyjnej ekipy śledczej, która gdzieś tam na obrzeżach plącze się bezradnie. Można kręcić nosem na migawki z wojny afgańsko-rosyjskiej, czy lata 80 w Polsce, gdzie drugą ważną armią, była Czerwona i do SB, trzymającą rękę na pulsie każdego obywatela.

Powrót do przeszłości i próba rozliczenia jest zabiegiem stosowanym z upodobaniem przez piszących Skandynawów i, z powodzeniem podobny zabieg stosuje autor Umarli tańczą, co pozwala podjąć próbę wytłumaczenia „czynów” bohaterów i spróbować zrozumieć dlaczego stali się tym, kim są dziś. Inna sprawa, że wszelkie odrażające czyny, można zawsze tłumaczyć warunkami obiektywnymi i zastaną sytuacją, tylko nie wiem, czy aby na pewno warto.

Precyzyjny i konkretny język,  potoczna mowa bez ozdobników i dobre dialogi, sprawia, że powieść czyta się lekko i przyjemnie, mimo ciężkiego tematu. Porywająca akcja, często z dramatycznym przebiegiem, ale nie niemożliwa, sporo wstrząsających informacji z frontu wojny afgańsko-rosyjskiej, pozwala inaczej spojrzeć na obie strony. I Robert Pruski, główny bohater powieści, ktoś powie, że na fali fascynacji Skandynawami, zmiksowanie charakterów, nałogów, cech wewnętrznych i zewnętrznych urodziło Pruskiego, trzeźwego alkoholika, rozwiedzionego z dwójką dzieci, nałogowego palacza i człowieka spragnionego miłości. Może tak, a może nie, nie tylko Szwedzi i Norwegowie mają na stanie takie typy.

Dobra powieść, świetne tempo i wielkie brawa za intrygę kryminalną i numer z parasolką (czy to nie patent bułgarski?). Wszystko mi się podobało, Toruń, Sopot, białoruskie lasy, bohater pozytywny i ten drugi, tragiczny i niebezpieczny, biały gołąb… . A drażniło mnie ciągłe wymienianie marki papierosów, Pruski nie palił papierosów, fajek, czy szlugów, on palił pall malle. Głupio też słuchać, kiedy na 40-letniego faceta woła się Robcio, albo na koleżankę dziennikarkę Justyś, tak nie lubię. I sceny końcowe powieści, ocierające się o sensacyjny film klasy c-d alfabetu. Mimo pewnych minusów, debiut udany i proszę o więcej.

Warto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s