Wiek cudów

wiek cudów karen walker thompsonPowieść katastroficzna Karen Thompson Walker, w przekładzie Anny Gralak.

Całkiem sporo książek napisano o zagładzie ziemi, powolnym umieraniu rasy ludzkiej i o tym, co dzieje się w międzyczasie, nim planeta i życie na niej się wyzeruje. Droga McCarthy’ego, czy Bastion Kinga, to te bardziej znane (przeze mnie) dzieła o totalnej zagładzie, ale autorzy, oprócz straszenia nas, dają szansę garstce wybrańców, a jak to wykorzystają, możemy sobie tylko wyobrazić. I pojawia się gorące nazwisko Karen Thompson Walker z Wiekiem cudów, która zdaje się, też chce dołączyć do tej znakomitej czołówki pisarzy. Sęk w tym, że to nie olimpiada i, nie zawsze dobre wytrenowanie, gwarantują podium.

Pomysł na zagładę rasy ludzkiej i wszystkiego, co żyje na ziemi, świetny. Otóż planeta zwalnia swoje obroty, przez co wydłuża się dzień i noc, 24 godzinna doba odchodzi do kąta, a na jej miejsce wkracza doba, która w końcowych partiach powieści, trwa nawet kilka tygodni. Zaburzony zostaje rytm biologiczny organizmów, pole grawitacyjne zabójczo oddziałuje na wszystko co żywe, niebezpieczne promieniowanie, niekontrolowane pożary, trzęsienia ziemi i w konsekwencji zostają już tylko ludzie, walczący o żywność i życie. Nie dowiemy się, co jest przyczyną katastrofy, autorka pozostawia to wyobraźni czytelnika. Ja jednak wolałabym znać przyczynę i żałuję, że pisarka zostawiła sobie tę wiedzę.

Narratorką, sprawozdawcą umierającego świata jest jedenastoletnia dziewczynka Julia, mieszkająca w Kalifornii, 150 km od Hollywood. To jej oczami obejrzymy umierający wokół świat, ale świat ograniczający się do ram wyznaczonych przez jej wiek. Bo to w tym wieku pojawiają się pierwsze miłości, umierają stare przyjaźnie, by pojawiły się nowe. Małżeństwa się zdradzają i rozpadają, młodzi ludzie poszukują własnej drogi, uciekając z domu, powstają fortuny i bankructwa. Normalne życie w normalnych czasach, bez fajerwerków i odkrywania tego, co dawno odkryte. Ale kiedy do zwyczajnego, ułożonego życie z przedmieścia, wstrząsanego normalnymi malutkimi rodzinnymi i sąsiedzkimi katastrofami, dodamy globalną katastrofę, w której nie ma dobrego zakończenia, można, przy dobrych chęciach, inaczej spojrzeć na tę powieść.

Ale ja czuję się lekko oszukana i wcale nie przestraszona dramatem planety Ziemia. Nie odczytałam powieści jako spójnej całości, tylko książkę o dwóch różnych historiach, umieszczonych w tych samych okładkach. Tłem etapu z życia jedenastolatki i jej znajomych, jest postępująca zagłada życia na ziemi, ot, takie dwie opowiastki, mające kilka punktów stycznych. Być może, że tak bezstresowo i właściwie bezboleśnie, zagładę ziemi widziałoby kilkunastoletnie dziecko, bo przecież jedzenia jest pod dostatkiem, wszystkie media z internetem i tv pracują, szkoła, sklepy i stacje benzynowe jak zawsze bez problemów, a znakomita ekonomiczna kondycja kraju, w porównaniu z resztą świata pozwala mieć jakąś nadzieję na przyszłe kilka lat i zasmucić się, że inni mają gorzej. Wniosek nasuwa się sam, Bóg jeszcze kocha Amerykę, tylko poprawni politycznie, słuchający prezydenta mają szansę na dłuższe życie i optymizmem powieje, gdy ziemianie „wyrzucą” w kosmos „butelkę” z zapisem historii Planety. Może ktoś znajdzie i się dowie.

Przeciętna opowieść o przeciętnych nastolatkach, a w tle wyjaławiająca się z wszelkich form życia, planeta.

//

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s