W białej ciszy – Inge Lohnig

w białej ciszy inge lohnigPowieść kryminalna Inge Lohnig, w przekładzie Agnieszki Hofmann.

Po pierwszej przeczytanej powieści Zapłatą będzie śmierć, piałam z zachwytu nad bawarską wsią i umieszczoną tam akcją. W tej drugiej, tylko trup i dramatyczny finał zawiedzie nas na wieś, resztę czasu spędzimy w Monachium.

Spektakularny prolog wiele obiecuje, a przy pierwszym trupie pomyślimy sobie ho ho, to będzie się działo. I dzieje się, tylko nie do końca tak, jak myśleliśmy, że będzie się działo. Pierwszy trup, który za życia był szanowanym lekarzem, zostanie odnaleziony w wiejskim domku letniskowym. Okoliczności śmierci nie pozostawiają złudzeń ani pola do popisu spekulacjom, że przyczyną śmierci było odwodnienie. Tortura mało spektakularna, ale skuteczna i taka miała być. Wszystkie tropy i podejrzenia prowadzą do pozostałej przy życiu rodziny, zabieg mało sprytny i nazbyt czytelny, sugerujący sprawcę. Ale pani Lohnig idzie dalej, bo niemal od pierwszych stron, pozwala nam na wytypowanie swojego mordercy, by na koniec upewnić nas, że mieliśmy rację.

Źle się dzieje dla kryminalnej intrygi, jeśli od pierwszych stron domyślamy się sprawcy. Autorka książki nie wysila się w tej materii i mam o to żal, bo dobra intryga, mylenie tropów i ślepe uliczki, są solą i pieprzem powieści kryminalnej, a tutaj tej przyprawy zabrakło. Łopatologicznie, bo już bardziej się nie da, wyłuszcza i zdradza, pozbawiając nas radości meandrowania w trakcie lektury. Lohnig krzywdzi też komisarza Duhnforta, który wytęża szare komórki, by schwytać mordercę, a za chwilę beztrosko zaprzęga do komputera średniej klasy policjanta, który przeprowadzając research, prawidłowo wytypuje sprawcę. Nie ma nic złego w koegzystencji szarych komórek komisarza i układów scalonych komputera, jeśli prowadzi to do zbożnego celu. Tyle że w powieści wychodzi inaczej, komisarz sobie a research sobie i końcowy wynik 0:1.

Ale jeśli pominiemy nieudaną intrygę kryminalną, skupiając się na całej reszcie, będziemy ukontentowani. Bo ciekawi nas życie komisarza Duhnforta, coraz bardziej komplikujące się i zmierzające do niechybnej katastrofy, tak w sferze uczuciowej jak i nieuczuciowej. Kibicujemy Ginie i kiełkuje w nas myśl taka, że dziewczyna chyba bardzo lubi naszego bohatera. Podoba nam się , że zapracowani policjanci smacznie gotują w domu i lubią wino. Zniesmaczeni pochylimy się nad rodzicami, którzy całą swoją energię skupiają na manipulowani i tresowani swoich dzieci. Zdziwimy się, że Inge Lohnig nadała swoim bohaterom imiona, ściśle trzymając się alfabetu – Albert, Bertram i Caroline, że imiona bliźniaków Leon – Noel to palindrom (za nazwanie tego palindromem głowy nie dam:). Poza tym cieszy nas przyjazny język powieści, co sprawia niekłamaną przyjemność w trakcie lektury.

Na koniec dodam tylko, że W białej ciszy warto przeczytać, ale Zapłatą będzie śmierć, jeszcze bardziej.

//

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s