Dzień Zwycięstwa

Powieść kryminalna Wiktora Hagena.

Nie trzeba szczególnej wiedzy, by zdać sobie sprawę, że w Polsce, bohaterów narodowych i okazji do świętowania ku czci jest mnóstwo. Każdy dzień roku może stać się tym szczególnym, a odpowiednimi datami, jak trzeba będzie, zaszachujemy pół świata. Wstęgi i nożyce, woda święcona i kropidło znakomicie się uzupełniają, a w doświadczonych rękach przenikają się i trwają w nieskończonym zwarciu, ku zadowoleniu i chwale wszystkich zainteresowanych. I taki jeden dzień z życia narodu, narodu zamieszkałego w Jazdowie pod Warszawą, wziął pod lupę Wiktor Hagen i opisał w Dniu Zwycięstwa, przeciągając na kilka następnych, po odkryciu trupa, a potem drugiego.

Kiedy w niewyjaśnionych i tajemniczych okolicznościach giną ludzie, to zaczyna się właściwa powieść kryminalna. Śledztwo nabiera rozmachu i na scenę wkraczają znane postaci z poprzednich książek, Robert Nemhauzer i Mario (Marian) Jasny, prokurator Rajski, obowiązkowo Konsul, czy wszechwiedząca Dunia, oraz koniecznie arystokrata inspektor Potocki. Stan liczebny komendy policji znamy, ale to początek przewijającej się przez powieść galerii ludzi, mnogości wątków, scenek rodzajowych z prywatnego życia inspektora Nemhauzera i jego znajomych. Zostajemy zasypani lawiną wątków, tabunem ludzi ważnych i mniej ważnych, a prawdopodobieństwo dokonania morderstwa przez sporą gromadkę ludzi z wiarygodnym motywem, imponująco rośnie.

Spodobała mi się ta opowieść, mimo że wątek kryminalny jest historią drugorzędną. Wypunktowanie gorzkiej polskiej rzeczywistości, świetnie opisane i Hagen tą książką powiedział to, o czym wszyscy wiedzą, ale publicznie nie powiedzą. Poza tym Nemhauzer we właściwych proporcjach pracowo-domowych, denerwująca żona i dzieci z piekła rodem w ilościach strawnych. Nawet przekonałam się do Maria, kiedy wyszło mi, że to kryminał z przymrużeniem oka, bo tu ważniejsze liczą się sprawy.

Sprawa morderstw i śledztwa, jest tylko pretekstem, sprytnym zabiegiem, zastosowanym przez autora dzieła. Prawdziwym celem jest krytyka i kpina z pszenno-buraczanej polskiej rzeczywistości, z zadęciem i wynaturzeniem kreowana przez tak zwane elity. Zaściankowość i groteska w teatrzyku Polska, szczytne hasło Bóg, Honor, Ojczyzna, sprowadzone do parteru i zamknięte w maglu. Piekiełko z ogniem wieczystym, to wszystko znajdziemy w Dniu Zwycięstwa i uśmiejemy się po pachy, machając ręką, że śmiejemy się też z samych siebie.

Dobra powieść i liczę na kolejną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s