Pantera – Nelson DeMille

panteraTłumaczenie: Jerzy Malinowski

Nikt nie wie, kiedy i jak zakończy się konflikt między niewiernymi ze świata zachodniego, a wojownikami świata muzułmańskiego, idących czwórkami na spotkanie z pięknymi hurysami w swoim raju. Nim jednak nastąpi godzina prawdy, trwający konflikt zbiera coraz obfitsze ludzkie zbiory po obu stronach.

Tymczasem jednym z najbardziej poszukiwanych przez Amerykanów ludzi, jest okupujący jedno z pierwszych miejsc na liście śmierci agend rządowych, Bulus ibn ad-Darwisz, zwany Panterą. Amerykanin i muzułmanin w jednym, odszczepieniec i mózg operacji ataku na USS Cole. To przeciw niemu montowana jest tajna operacja, w której udział wezmą przedstawiciele połączonych agencji rządowych FBI i CIA, działając pod przykrywką dyplomatów. John Corey i jego żona, Kathy Mayfield, lądują w Jemenie i w towarzystwie czwórki towarzyszy, wyruszają w „interior”, by dopaść i wyeliminować Panterę. W trakcie trwania misji, okaże się, że dwójka naszych bohaterów, będzie musiała zmierzyć się nie tylko z dżihadystami, ale też ze spiskiem we własnych szeregach.

DeMille jest pisarzem, na którego książki czeka się zawsze. Któż nie pamięta „Córki generała” i „Listu z Wietnamu” z Paulem Brennerem w roli głównej. Albo serii z Johnem Coreyem, znanych z „Gry Lwa”, Nadejścia nocy”, czy „Żywiołu ognia”. I ładnie kłania się czytelnikowi pisarz, gdy kompletując jemeńskie komando, oprócz Coreya i Mayfield, włączy do niego Paula Brennana. I kiedy już wydaje się, że po skompletowaniu ekipy, zapoznaniu się z zadaniami i wzajemnym obwąchaniu aktorów spektaklu, nadeszła pora na rock n’roll, przez około 500 stron będziemy musieli zadowolić się walcem angielskim.

„Pantera” z założenia ma być powieścią sensacyjną, a okazuje się być bardziej przewodnikiem turystycznym po Jemenie, niż sensacją. Niezwykle interesujący kraj, z niesamowitymi zabytkami i historią. Tak widzi to czytelnik, ale inaczej na Jemen patrzy Amerykanin. I jak obrazowo ujął to jeden z bohaterów, Jemen to odbyt Półwyspu Arabskiego, takie nic w środku piachladii. Niezwykły popis arogancji Amerykanów, niechęć i nienawiść do krajów muzułmańskich, leje się strumieniami w powieści. Wielki Światowy Żandarm, rzucony na kolany w 2000 i 2001 roku, uzależniony od arabskiej ropy, prowadzi wojenki z dala od swojego kraju, często wracając na tarczy, co nie polepsza i tak marnego wizerunku. Eskalacja konfliktów zdaje się nie mieć końca i chyba tylko wyschnięcie źródła pod tytułem Ropa, da szansę na uspokojenie.

Nie ratuje powieści cynizm i czarny humor Johna Coreya. Nie ratuje też przyśpieszenie tempa akcji na 150 stron przed końcem. Zbyt długa, zbyt przegadana książka, w której próżno szukać ciekawej intrygi i momentów, które zapadłyby w pamięć. Ziejąca z każdego kąta nuda i ciągłe zapewnianie o miłości do ojczyzny, bez której żadna akcja odwetowa się nie liczy. Buta i arogancja Amerykanów, wyższość, z jaką traktują kraj i jego mieszkańców, do których przyjechali, załamuje i budzi niesmak.

To najsłabsza książka tego pisarza, jakby skrojona na zamówienie pewnych kręgów ludzi w Waszyngtonie, o co nie podejrzewam autora, ale takie można odnieść wrażenie. Zapewne napisana ku pokrzepieniu amerykańskich serc, zgoda, tylko dlaczego tak przynudzająco, rozwlekle i z widoczną niechęcią do innych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s