Ukryta głębia – Ann Cleeves

ukryta głębiaTłumaczenie: Ewa Kowalska

Na polskim rynku nowa seria kryminalna pisarki słynącej z „cyklu szetlandzkiego”. Tym razem inny region UK, w tym epizodzie – hrabstwo Northumberland. Nie rozpisywałabym się tak o regionie, w którym autorka umieściła akcję powieści, ale przez długi czas czułam się jak dziecko we mgle. Nie wiedziałam gdzie tak dokładnie jestem, przemieszczałam się z bohaterami z miejsca na miejsce, ze wsi do wsi i czułam się tak, jak by mi ktoś kaptur na głowę założył. Brak punktów orientacyjnych, rozeznania gdzie kto mieszka, miasta i wsie zlane w jedna plamę, w końcu zaczęłam posiłkować się googlem, żeby zlokalizować bohaterów i siebie.

„Ukryta głębia” zaczyna się mocnym wejście, matka wraca z towarzyskiego spotkania z przyjaciółkami i w wannie znajduje utopionego syna, obsypanego mnóstwem kwiatów. Długo nie trzeba czekać, a w wodzie kolejne zwłoki, w identyczny sposób upozowane. Na scenę wkracza pani inspektor Vera Stanhope z ekipą i podejmuje śledztwo.

Bardzo kameralna sceneria i kilka postaci zamieszanych i zawieruszonych w śledztwo. Trudno jednoznacznie odnieść się do szumnej nazwy „śledztwo”, są to raczej luźne rozmowy pani inspektor z wytypowanymi osobami. Czy taki sposób dochodzenia w sprawie dwóch morderstw jest prawdziwy, uznajmy, że tak, bo co innego można powiedzieć. Mocnym punktem powieści, są jej bohaterowie, nieźle sportretowani i oplotkowani przez Cleeves. Drugim mocnym akcentem, jest intryga utkana przez autorkę powieści. Raczej nie ma możliwości odgadnięcia „kto”, a jeżeli utrafi się z typowaniem, to na zasadzie łapanki i wykluczeń, bo podejrzanych jest garstka. Z motywem jest jeszcze trudniej, ten przywilej, twórczyni powieści zostawiła sobie.

I Vera Stanhope, gwiazda ekranu i papieru zawojowała Brytyjczyków. Czy powtórzy swój sukces w Polsce, zapewne tak. Wielbicieli angielskich sielskich – anielskich wiosek i miasteczek ci u nas dostatek. Popularność Marthy Grimes, czy Caroline Graham mówi sama za siebie. Tyle, że te panie akurat oprócz zagadki kryminalnej doskonale odnajdowały klimat, tło i całą otoczkę angielskiej prowincji, jakoś u Ann Cleeves tego nie zauważyłam, ale może źle szukałam.

Mam mieszane uczucia. Nie polubiłam Very Stanhope, która jak rozumiem, ma unieść ciężar powieści. Nie lubię kobiet, właściwie bab flej, pociągających tęgo z flaszki i mających bajzel w domu. Absolutnie kłóci się to moim wyobrażeniem pani policjantki, jeśli musi pić i topić smutki, niech to robi, ale niech będzie czysta i dom niech ogarnie. Nie przemawia mi do wyobraźni jej smutne dzieciństwo i jego następstwa. Nie podoba mi się sposób prowadzenia śledztwa i zdominowania podwładnych. A ponieważ fabuła kręci się z Verą i wokół niej, moje uczucia są bardziej niż minorowe.

Spodziewałam się fajerwerków, nie doczekałam się. Powieść chyba nie dla mnie, ale wiernych fanów znajdzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s