Człowiek mroku – Unni Lindell

człowiek mrokuTłumaczenie:  Maria Gołębiewska-Bijak

Można tylko pozazdrościć Norwegom, że mają tak dobrze zorganizowaną policję i każde zgłoszenie traktowane jest z należytą uwagą. Ba, można odnieść wrażenie, że policjanci w komisariatach tylko czekają, a nawet czyhają na zgłoszenie o jakimkolwiek przestępstwie, by od razu móc przystąpić do odpowiedniego działania. Nie należy się więc dziwić, że przyjęcie zgłoszenia o śmierci kobiety, która wypadła z balkonu, potraktowano z podejrzliwością, a kwestię samobójstwa, lub morderstwa bada jednostka kryminalna pod wodzą Cato Isaksena. Szczęśliwie się też składa, że wódz Isaksen akurat kończy urlop i tylko Marian Dahle, nowa policjantka z nieodłącznym psem u boku, dokooptowana do starego zespołu, psuje dobry nastrój komisarza.

Sprawa śmierci kobiety jest rozwojowa, ponieważ znalazł się naoczny świadek tragicznego zdarzenia, który twierdzi, że ofiara została wypchnięta z balkonu przez mężczyznę, a nawet przez przypadek, zostało to utrwalone na zdjęciu. Wiadomo jednak, że im bardziej się drąży, tym więcej pojawia się niewiadomych, a scena dramatu powoli zaludnia się coraz większą ilością osób. Stopień zagmatwania rośnie wprost proporcjonalnie do zgłębiania treści dzieła, a niechęć do siebie głównych rozdających karty – Cato Isaksena i Marian Dahle powoli zbliża się do punktu wrzenia. Kiedy wydaje się, że za chwilę eksploduje ktoś lub coś, ciśnienie gwałtowanie spada, następuje wolta we wzajemnych relacjach dwójki bohaterów i już w pełnej symbiozie, nawet z naruszeniem policyjnych procedur toczy się śledztwo, którego wątków, rozlicznych figur i dziwnych flashbacków jest zatrzęsienie.

Czyta się i trawi „Człowieka mroku”, przegryzając wątkiem polskim, nawet istotnym, co może się podobać, bo podobno nic tak nie cieszy, jak swojskie akcenty. A jednak to nie jest fajna powieść. Opowiedziana historia, to bardzo niewiarygodna historia, ocierająca się o kicz i soap operę. Pisarka odlatuje w świat fantazji i pobożnych życzeń, tworząc bajkę dla dorosłych. Zresztą, zakończenie nie pozostawia złudzeń, kto miał zostać ukarany – został, a kto nagrodzony, może czuć się zwycięzcą. Sprint zaserwowany w ostatnich rozdziałach książki, by zmieścić się i nie zapomnieć o wszystkich rozpoczętych wątkach, razi. Ostry konflikt między policjantami, nagle, bez wcześniejszych symptomów, przekształca się w absolutną sielankę, można więc poczuć się lekko zdezorientowanym i zapytać o co w ogóle był ten szum. Isaksen dalej jawi się jako ten bezpłciowy i słabo wyrazisty bohater, natomiast Marian przegina w druga stronę i cała sympatia do niej ulatuje.

Słabe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s