Zbyt krótkie szczęście – Paweł Pollak

zbyt krótkie szczęście

Prolog wiele obiecuje, więc pewność, że w nowej książce Pawła Pollaka będzie się działo, wydaje się być uzasadniona. 1 listopada, kiedy wyludniają się miasta i wsie, a cmentarze zaludniają się odwiedzającymi groby najbliższych,  dochodzi do morderstwa. Zbrodnia jest o tyle „ciekawa”, że zamordowano dwójkę nastolatków w chwili, gdy na przystanku autobusowym, oddawali się namiętnym pocałunkom. Do akcji wkracza znany z poprzedniego dzieła komisarz Przygodny, jego asystent aspirant Gajda, dziennikarz Kuriata oraz Wójcik i Wojtkiewicz – dwaj posterunkowi, stworzeni na wzór i podobieństwo milicjantów żywcem przeniesionych z dowcipów o PRL. Na scenę wkracza też nauczyciel historii nastolatków, bezdomny z wyboru i dziewczyna z pieskiem. Niestety, plejada kolorowych w zamierzeniu postaci, nie przekłada się na jakość akcji.

Policjanci kręcą się bezradnie wokół własnej osi, nie mając niczego, co pomogłoby im w śledztwie. Pogrążający się w depresji Przygodny robi się coraz bardziej ospały, dziennikarz Kuriata okazuje się lepszym śledczym, niż policja; a posterunkowym IQ opada w tempie jednostajnie przyspieszonym. W tym duchu mija 3/4 książki, aż wreszcie, w momencie epifanii, komisarz przypomina sobie pewną frazę, wówczas nieistotną zbitkę słów i wtem, nagle wie, kim jest morderca.

Nie jest to powieść, o której jestem w stanie powiedzieć, że mi się podobała. Akcja jest statyczna i nudna. Wykształcony bezdomny nie budzi współczucia, historia jego życia jest naciągana i niewiarygodna. Z kolei historyk, brat-łata wszystkich nastolatków, to zadufany w sobie dziwak i zarozumialec. I pani z pieskiem, pojawiająca się zawsze w ważnych chwilach Przygodnego, jakby w oknie siedziała i śledziła wszystko i wszystkich. Mam wrażenie, że wszystko, co ma miejsce w powieści, dzieje się przypadkiem, że nikt niczego nie kontroluje i nad niczym nie panuje. Akcja pchana jest do przodu siłą inercji, a potem gwałtowne świadome przyspieszenie, sceny jak w sensacyjnym filmie i spektakularny finał.

Słabe to było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s