Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak – Jacek Hugo – Bader

długi film

To George Mallory na pytanie dziennikarzy o sens wspinania się na Czomolungmę odpowiedział „bo istnieje„. Dzisiaj, ta fraza klucz mantrowana przez wszystkich chodzących w góry, skutecznie zamyka usta ludziom nizin, którzy nie do końca rozumieją fenomen wspinania się i zdobywania najwyższych szczytów, często ryzykując własnym życiem.

Skoro więc chodzi się w góry bo są, przyjrzyjmy się ludziom zafiksowanym na ich punkcie, prącym 8 kilometrów w górę przy znikomych ilościach tlenu i temperaturze powietrza niemal identycznej z tą na wysokościach tras przelotowych rejsowych samolotów pasażerskich. Poznamy ich dzięki Jackowi Hugo-Baderowi, który wyprosił sobie miejsce w ekipie pod kierownictwem Jacka Berbeki na Broad Peak. Warto przypomnieć, że pomysł zdobycia góry Broad Peak zimą, czego jeszcze nikt na świecie nie dokonał, skusił czwórkę polskich śmiałków. Góra się poddała, ale haracz swój wzięła, bo dwóch himalaistów zginęło i zostało wysoko na zboczu, dwóch wróciło. Pandemonium rozpętało się po powrocie żywych do kraju. Ukrzyżowano ich, napiętnowano, nie pozwolono na żadne tłumaczenia i wyrok wydano. Po czym zmontowano letnią ekipę, której zadaniem było godnie pożegnać tych, którzy zginęli w akcji, więc nie dziwi obecność rodziców i narzeczonej jednego z nich, oraz brata drugiego. Hugo-Bader jako jedyny członek mediów i kronikarz tej smutnej wyprawy, świadek żałoby, cierpienia, ale przede wszystkim rasowy reporter, bacznie przygląda się towarzyszom wyprawy i usiłuje bezstronnie opisać to co widzi i słyszy.

A widzi mnóstwo, dużo rozmawia z uczestnikami wyprawy, często jest ignorowany, odpychany, by za chwilę znów być zaproszonym do wspólnego stołu. Nie obraża się, rozumie ból straty bliskich, uczy się gór i ludzi z którymi dzieli namiot. Nie ocenia, stara się obiektywnie spojrzeć na tych ludzi i zrozumieć, jaka siła pcha ich w góry, bo przecież wyświechtany frazes „dlatego, bo są” niczego nie wyjaśnia. Opisywane wydarzenia grają na emocjach, ale przecież powinny, bo zapis dramatycznych rozmów między Wielickim – kierownikiem wyprawy a umierającym na stoku Kowalskim, czy momenty znalezienia zamarzniętych zwłok, przez które trzeba przestępować, by móc iść dalej na szczyt, lub zaręczynowy pierścionek wnoszony na szczyt, nikogo nie pozostawiają obojętnym.

Miło jest ogrzać się w blasku sławy zdobywców, polskich herosów, niezależnie od dyscypliny, jaką uprawiają. Głodni sukcesów, wynoszeni na piedestał zdobywcy, niewygodni i wyklęci bez wahania strącani są do Tartaru. Polska przypadłość, cecha narodowa, w której zawiść, niechęć i umiłowanie generowania konfliktów jest potrzebne jak tlen do oddychania na wysokościach. Lektura książki, nacechowana umiarem i bezstronnością, pozwala wyciągnąć wnioski, zarówno o kondycji polskiego himalaizmu, jego ludzkiego czynnika jak i zachowań w obliczu tragedii. Poszukiwanie nowych wyzwań, więcej, lepiej, szybciej, tak jak nikt jeszcze na świecie, przejść do historii, zadziwić i być podziwianym – kwadratura koła i marsz całymi zastępami do nieba.

Znakomicie napisany reportaż, przybliżający istotę himalaizmu i zafascynowanych nim ludzi. Pozwalający na wysnucie wniosków i próbę zrozumienia postępowania członków tragicznej w skutkach wyprawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s