Białe kruki

kruk

Powieść obyczajowa Christera Mjaseta, w przekładzie Doroty Polskiej

Ktoś, kto przebywa w szpitalu jako pacjent, lub jest osobą odwiedzającą chorego w placówce medycznej, ten wie, że to świat wytłumiony i szczelnie zamknięty na bodźce zewnętrzne. Ale wystarczy tylko lekko uchylić umowne drzwi, a sanktuarium białego personelu staje otworem.

Lekarz Christer Mjaset, będący jednocześnie pisarzem, zabiera nas do pewnego szpitala w Bergen. Tam zaś, obcując wśród neurochirurgów, lekarskiej elity, za jaką sami się uważają, będziemy świadkami zdarzeń, o jakich nigdy nie podejrzewalibyśmy ludzi inteligentnych, wykształconych i ciężko pracujących, ludzi obeznanych z korporacyjnym wyścigiem szczurów, wojnami podjazdowymi i intrygami, dla których walka o cele własne i życie pacjenta staje się chlebem powszednim.

Bohaterami „Białych kruków” jest trójka chirurgów-asystentów: Matthias, Thea i Werner. Rezydentom powoli kończy się intensywny staż w szpitalu, a za chwilę ogłoszona zostanie lista nowych przyjęć na oddziale neurochirurgii. Nasza trójka pracując intensywnie na oddziale, oddając się pracy naukowej i zmagając się z problemami w życiu prywatnym, podejmuje ostatni szaleńczy bieg do wymarzonego etatu.

Bardzo dobrze napisana książka, w której poszczególne rozdziały przyporządkowane zostają poszczególnym bohaterom. Jest to o tyle interesujące, że rozglądając się po oddziale neurochirurgii i towarzysząc lekarzom, asystentom i personelowi pielęgniarskiemu w codziennej rutynie, mamy lepszą możliwość zaprzyjaźnienia się, czy choćby tylko polubienia którejkolwiek z nich. Ale im bardziej zgłębiamy akcję i lepiej poznajemy osoby dramatu, tym mniejsza ochota na bliższe z nimi interakcje. 

Środowisko lekarskie z Bergen jawi się jako pełna zakłamania i obłudy grupa ludzi, którzy swoją pozycję w środowisku utrzymują nie tylko dzięki medycznej wiedzy, ale też poprzez intrygi, oszustwa i mobbing. Stara kadra, silnie trzymająca ster w rękach, bez znieczulenia daje przykład swoim młodszym kolegom i następcom, jak należy walczyć o siebie.

Sprawnie prowadzona narracja w rozszerzającej się liście osób dramatu, pozwala na pełny obraz zastanych sytuacji z kilku perspektyw. Bezwzględna walka wszystkich ze wszystkimi, a szpital jako pole bitwy, to nadzwyczaj ciekawe połączenie. Dylematy moralne braci lekarskiej raczej nie zaprzątają nikomu z zainteresowanych głowy, liczy się strategia i pole bitwy, bez oglądania się na liczbę ofiar.

Warto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s