Krawędź wieczności – Ken Follett

krawędź wieczności ken follett

Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk, Zbigniew A.Królicki

Dobiegła końca epicka trylogia Stulecie, która pisarzowi przysporzyła zapewne niemało wysiłku. Mnie ona również niemało kosztowała – zaczynając od ceny, poprzez lekturę kilku tysięcy stron, po rozczarowanie. Prześledziłam swoje wpisy tego wiekopomnego dzieła i będąc pełną nadziei w 2011 po lekturze „Upadku gigantów„, nie ukrywałam rozczarowania w 2012 przy „Zimie świata„. I oto „Krawędź wieczności”, zwieńczenie dzieła Folletta i mój kilkudniowy rwany czytelniczy maraton, mógłby zaowocować krótkim stwierdzeniem, że to monumentalny gniot jest. W rzeczywistości monumentalny – bo 1136 stron średnim maczkiem i po lekturze – bo monumentalna nuda i rozczarowanie.

W tej ostatniej części, pisarz ogarnia swoim zasięgiem kilka dekad z historii świata, wrzucając starych bohaterów i ich potomków w podzielone Niemcy i Berlin, do ZSRR, który strzeże i niesie na czołgach kaganek komunizmu i do USA, gdzie segregacja rasowa i wyścig zbrojeń wysuną się na pierwsze miejsce. Prezydenci, kanclerze i pierwsi sekretarze państw świata, przez 4 dekady będą nam towarzyszyć w historycznych momentach, przełomowych chwilach, które miały kluczowe znaczenia dla obywateli globu. By łatwiej było przyswoić ogrom informacji i zawiłości światowej polityki, przewodnikami meandrującymi po zakolach globalnych salonów władzy, staną się znane postaci z poprzednich tomów. Dodatkowo zaś, by umilić czytelnikom i bohaterom te 1136 stron opowieści, wielokrotnie będziemy świadkami wielkich i małych romansów, miłości i zdrad, bezpruderyjnej wolnej miłości, rozmnażania się i umierania. Rajd przez kilkadziesiąt lat z życia świata, owocuje zamachami na głowy państw, spiskami, szpiegostwem i morderstwami w imię tak zwanych wyższych celów.

Tak skonstruowana powieść powinna się czytać sama, a jednak tak się nie dzieje. Już w tomie drugim, donosiłam, że bohaterowie są postaciami wyciętymi z papieru, bez życia, ikry i charakteru. I niestety w tej materii nic się nie zmienia. Niezależnie od roli, jaką pisarz wyznacza bohaterom, każdy z osobna i wszyscy razem wydają się bez charakteru, mdli, przewidywalni i nudni. Brakuje pomysłu na zagospodarowanie fabuły powieści interesującymi postaciami. Rzeczywiste wydarzenia i historyczne postaci otoczone są bezbarwnymi figurami. Poza tym akcja powieści jest statyczna, nudna i rozwlekła. Zbyt wiele stron poświęcone zostało segregacji rasowej w USA, epoce Chruszczowa, by potem prześliznąć się po kolejnych wydarzeniach, zupełnie pomijając zamach na WTC, co jest w tej sytuacji niezrozumiałe. Od Kennedy’go po Obamę, od Chruszczowa do Gorbaczowa – niemal pół wieku intensywnej światowej historii, odnajdziemy w nudnawej „Krawędzi wieczności”.

//

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s