Paolo Bacigalupi – Wodny nóż

Wodny nóż Paolo Bacigalupi    MAG recenzjaTłumaczenie: Wojciech Próchniewicz

Szczyt klimatyczny w Paryżu 2015 okrzyknięty został sukcesem, bo około dwustu delegatów z całego świata, podpisało umowę, mającą na celu zmniejszenie globalnego ocieplenia i wyeliminowanie efektu cieplarnianego. Nim jednak państwa wdrożą w życie ten pakt, Paolo Bacigalupi w „Wodnym nożu”, bez uczonych głów i szczytów klimatycznych opowiada o tym, co czeka ludzi i planetę, jeśli dalej będzie prowadzona rabunkowa gospodarka z niszczeniem na niespotykaną skalę własnego środowiska.

Post-apokaliptyczna wizja Stanów Zjednoczonych, w ekologicznym thrillerze robi wrażenie. Nieodwracalne zmiany klimatyczne, gdzie temperatura powietrza oscyluje w granicach 100 stopni Fahrenheita, burze piaskowe stają się normą, tornada pustoszą poszczególne stany, a woda jest najwyższym pożądanym dobrem. W takiej scenerii trójka bohaterów: dziennikarka Lucy z nominacją do Pulitzera na koncie, młoda Teksanka Mary, zmuszana przez gangsterów do kupczenia własnym ciałem i tytułowy wodny nóż, Angel – bezwzględny zabójca na usługach „Królowej Kolorado”. Bacigalupi odziera czytelnika z wszelkich złudzeń, co do naprawy świata. Katastrofa już się stała, trwa i ten stan bohaterowie przyjmują do wiadomości. Nikt, kto chce przeżyć nie wraca do tego co było, żadna z postaci zaludniająca świat nie zawraca sobie głowy przeszłością. Cała energia, wola walki i chęć życia skupiona jest na minimalizowaniu strat i względnemu urządzeniu się.

Bardzo dobra książka, wcale nie ku pokrzepieniu, a raczej ku przestrodze. Dobre tempo akcji, którą poznajemy z trzech niezależnych źródeł, nie jest niczym nowym w literaturze, ale jak zwykle zdaje egzamin. Żeby nie było tak laurkowo, pierwsza połowa powieści trzyma w napięciu, choć bohaterowie bardzo zwyczajni, jednowymiarowi, niczym specjalnym nie wyróżniający się z tłumu. Druga połowa wyraźnie słabsza, choć siłą rzeczy kilka rozwiązań zaskakujących – nieamerykańskich. I jeszcze tłumaczenie, nie wiem jak jest w oryginale, ale w polskim narzeczu, ciągłe wtrącanie słowa „ehe”, mnóstwo wulgaryzmów, by za chwilę oznajmić, że „trzeba zwiewać”, w takim kontekście brzmią zabawnie.

Tak czy siak, warto.

//

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s