Rzeźbiarz śmierci – Chris Carter

1917Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk

Chciałam poczytać coś mrocznego, krwistego i w dodatku z niezłą zagadką kryminalną. Zdecydowałam się więc na powieść Cartera, która okazała się być częścią cyklu o policyjnym geniuszu z Los Angeles. Od razu też uprzedzam, że owa kolejność nie ma dla zawiązanej intrygi żadnego znaczenia, a życie prywatne bohatera i jego kolegów i koleżanek z wydziału nie jest na tyle porywające, by przeżywać, że czytanie zaczęłam od części czwartej.

 Natomiast na jedno trzeba być przygotowanym. Powieść w pewnych partiach jest wyjątkowo drastyczna, mocno działając na wyobraźnię. W Los Angeles dochodzi do serii brutalnych morderstw. Powołany zespół śledczy z Robertem Hunterem dwoi się i troi, ale zagadka goni zagadkę, nie ma żadnego punktu zaczepienia i śledztwo stoi w miejscu. Autor ma plan, żeby do samego niemal końca trzymać czytelnika w niepewności, kierować w ślepe uliczki i na końcu zaserwować godny finał. I rzeczywiście to mu się udaje. Żadne znaki na niebie, ziemi oraz w książce nie sugerowały, kim może być morderca. I to, uważam, było trochę słabe, bo śledztwo prowadzone przez bohaterów i moje własne spekulacje, to jest właśnie najlepsza zabawa. W „Rzeźbiarzu śmierci” tego nie ma, karty przy orderach pisarza i tyle.

Nie jest to powieść wybitna, ale w taktyce czytelniczego płodozmianu, spełniła się nadzwyczaj dobrze. Los Angeles jest takie same, jakie pamiętam z książek Michaela Connelly’ego. Intryga kryminalna niezła, aczkolwiek brakuje tutaj interakcji z czytelnikiem, który skazany zostaje na bierne przyjmowanie faktów, bez własnych pomysłów. Ciekawi bohaterowie, o których pisarz mówi (wyraźnie zafascynowany Lee Childem), że nie zamierza nikogo zmieniać i wymieniać, skoro dobrze dają sobie radę, a czytelnicy już się do nich przyzwyczaili. Zapewne ma rację, a ja kiedyś znowu sięgnę po książkę Chrisa Cartera, może jakąś wcześniejszą.

//

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s