Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Nie pochwalę się lekturą „Kronik portowych” i „Tajemnicy Brokeback Mountain” (filmami już tak). Zatem nie mam żadnego punktu odniesienia. Ot, przeczytałam „Drwali” i mimo że powieść jest dobra, to mam w pewnych jej partiach mieszane uczucia.
Bezprzecznie, Annie Proulx udało się odtworzyć historię białego człowieka, który w znakomity dla tej rasy sposób, w pogoni za pieniędzmi, pozostawia za sobą spaloną ziemię i stosy trupów. Oto przez setki lat kolonizowanie Ameryki Północnej ze szczególnym uwzględnieniem dzisiejszej Kanady i USA, zaowocowało wytrzebieniem tysiącletnich puszcz i całych ekosystemów. Biali zdobywcy, czy jak jak kto woli – osadnicy, przynoszą ze sobą choroby, które dziesiątkują ludność tubylczą. Najeźdźcy eksterminują tubylców, mordując i głodząc. Tworzą rezerwaty, poniżają i tępią wszystkich, kto nie ma odpowiedniego koloru skóry i pieniędzy. Kilkaset lat karczowania puszcz, trzebienia zwierzyny i wypalania wszystkiego co ma korę, dzisiaj przynosi konsekwencje. I o tym jest ta powieść.
„Drwale” reklamowani są jako monumentalna saga dwóch rodów, dzieje których rozgrywają się na przestrzeni 300 lat. Rzeczywiście, akcja powieści rozpoczyna się w XVII wieku, kiedy dwóch mężczyzn przypływa z Europy do Nowej Francji, by rozpocząć nowe życie. To ci dwaj, jeszcze oberwańcy, analfabeci i biała biedota dają początek dwóm rodom, z których jedni są wybitnie nastawieni na zysk i pomnażanie majątku za wszelką cenę, drugim zaś koleje losu różnie się splatają, ale z całą pewnością nie po drodze im z rodziną pierwszą, mimo że losy obu rodów będą się splatały w przedziwnych konfiguracjach.
Ta wielowątkowa i wielostronicowa saga o początkach kolonizowania Kanady i Stanów Zjednoczonych, ma swoje porywające fragmenty, ale też sporo historii porzuconych, ledwie napoczętych, by po chwili zacząć kolejny motyw. Przede wszystkim ludzie, barwnie i z polotem nakreśleni, ale do nikogo się nie przywiązujemy, bo w zalewie śmierci, morderstw i śmiertelnych wypadków, bohaterowie nagle znikają na zawsze, pojawiają się kolejni, a historia wciąż się powtarza, aż do pewnego zagubienia i myśli, że ci ludzie powinni stanowić w „Drwalach” tylko tło, niekoniecznie chlubne. Natomiast majstersztykiem pisarskim jest opowieść o puszczy, takiej, jaką zastali drwale, jaką zniszczyli i jakiej już nigdy nie będzie.
Czytajcie.
//