Wszystko za Everest – Jon Krakauer

wszystko za everest jon krakauerLiteratura faktu –  Jon Krakauer, w przekładzie Doroty Konowrockiej.

Po lekturze Dotknięcia pustki Joe Simpsona, poczułam zew do czytelniczej górskiej lektury, jak nie przymierzając alpiniści/himalaiści ciągnący w wysokie góry, w odpowiedzi na ów tajemniczy głos. I oto jestem po lekturze, zmachana, zmęczona i zmarznięta. Pozostawiona z mieszanymi uczuciami, mnóstwem pytań bez odpowiedzi i okradziona z mitu o górach i ludziach tam chodzących.

Wszyscy ci, którzy zawodowo i nie zawodowo wspinają się po górach, których idée fixe są najwyższe ziemskie szczyty, o książce Krakauera wyrażają się w samych superlatywach. A, że to najlepsza książka o zdobywaniu Everestu, że to nadzwyczaj udana próba zrozumienia ludzkich zachowań w ekstremalnych warunkach, czy też najlepiej udokumentowana historia pewnej wyprawy na Everest, w której życie straciło wiele osób. I zapewne wszyscy oni mają rację, wiedzą co mówią, znają się na tym i rozumieją tych, co idą w góry i wracają, albo zostają tam na zawsze, bo zabrakło szczęścia.

Co w takim razie po lekturze Wszystko za Everest, ma powiedzieć ktoś taki jak ja, będący człowiekiem z nizin i nizin, gdzie najmniejsze wybrzuszenie jawi się co najmniej Giewontem. Ano, po lekturze reportażu Krakauera, otworzyły mi się oczy na te Himalaje. Nie miałam pojęcia o skomercjalizowaniu wypraw na Everest, o powstaniu „biur podróży”, obiecujących wciągnięcie każdego chętnego na szczyt za odpowiednią opłatą, nie wiedziałam o wielkim wysypisku śmieci, jakie zostawiają po sobie miłośnicy gór. Zszokowała mnie informacja o tłoku na szczyt Everestu… tam wali tłum ludzi, a co za tym idzie, tworzą się zatory i ogonki. Ukradziono mi wyobrażenia o ludzkiej solidarności w obliczu tragedii, dotarło do mnie też, że górski wspinacz składa się z jednego wielkiego egoizmu, który jest motorem wynoszącym go na szczyt. Wiem już, jak bardzo samotni i zdani na siebie są wszyscy ci ludzie, mimo przynależności do ekipy. I Szerpowie, dla mnie cisi i słabo opłacani bohaterowie okrzyczanych szturmów na Everest, zawsze w awangardzie, „asfaltujący” szlak dla przyszłych zdobywców.

Dla autora, napisanie tej książki jest swoistą formą terapii po dramatycznych przejściach, jest też próbą rekonstrukcji tamtych wydarzeń, chęcią możliwie dokładnego zrozumienia i poznania przyczyn tragedii i śmierci kilkunastu osób. Dla zwykłego czytelnika (ja), jest wszystkim tym, czym może być prawdziwa opowieść świetnie i przystępnie zrelacjonowana, z wtrętami o historii himalaizmu i ich największych sławach. Ale pomyślałam sobie, że prawdziwe zrozumienie chęci zdobywania Everestu i wszystkiego, co wokół góry się dzieje, może tylko inny wysokogórski wspinacz. Na nic moje dywagacje, rozmyślania i wzdrygania, bo dalej nie rozumiem fenomenu zdobywania szczytów, a po komercjalizacji tej dyscypliny, gdzie wszystko jest na sprzedaż za 65 000$, zdobycie szczytu, trwałe okaleczenie, albo śmierć… urasta do dziwnego i tajemniczego zjawiska, które tak bardzo ludzi pociąga i wciąga.

Odpowiedzią na książkę Krakauera i innym punktem widzenia tamtej sytuacji , jest „Wspinaczka” Anatolija Bukriejewa, jednego z przewodników z feralnego ataku na Everest. Chciałabym ją przeczytać, tyle, że w tej chwili pozycja nie do zdobycia.

//

 

Jedna myśl na temat “Wszystko za Everest – Jon Krakauer

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s